- Jak byłam mała to tata poszedł ze mną na łąkę i tam zaatakowały nas kojoty. Ja sie schowałam ale tata walczył z nimi i niestety przegrał. Zabiły go. Był moim najlepszym przyjacielem. Jedyną osobą której mogłam zaufać. - Powiedziała.
Spojrzała na mnie.
- Nasze historie wiążą się z ojcami. Tylko że ty swojego kochasz, a ja swoje chce zabić... Ale obie historyjki bez happy end'u.
- Nie jesteś delikatny... - Uznała.
- Wiem... - Objąłem ją ramieniem i lekko przytuliłem. Puściłem i wstałem.
- Gdzie idziesz? - Spytała.
Osadziłem się przy drzewie gdzie przed chwilą leżeliśmy..
- A no tak.. - Przewróciła oczami. - Idziesz spać.
Uśmiechnąłem się.
- Nie.. ja teraz odpoczywam.
<Rin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz