- Jesteś pewny że chcesz tam iść? - pokręciłam głową. W moim głosie było trochę rozbawienia.
- Tak... - odpowiedział lekko sie wahając.
- No ale to strasznie daleko, no i jestem nieprzygotiwana na przyjęcie gości....- zaczęłam wyliczać.
- Czyli nie chcesz iść?
- No tak jakby.
- W takim razie idziemy. W którą stronę do ciebie? - zapytał wychodząc z nory. Rozejrzał się i spojrzał na mnie rozbawiony. Westchnęłam, wstałam i ruszyłam do mojej nory. James maszerował za mną zadowolony. Doszliśmy wreszcie na miejsce. Odsłoniłam zasłonę z liści które nie wiadomo po co tu wisiały, i weszłam. Cóż... Norw wyglądała jak po tornado. Na ziemi walały sie " potrzebne" przedmioty. Pod ścianami stały kartonowe pudła. Ponieważ weszłam pierwsza poogarniałam z grubsza, ale to za mało.
- Wow. - wyrwało mu się. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
- Mówiłam ci- obrhszyłam się. Zaśmiał sie.
James dokończ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz