Zrobiło mi sie Niedobrze na myśl o konfrontacji z kojotami. W krzakach obok coś zaszeleściło. Gwałtownie spojrzeliśmy w tak tą stronę. Z chaszczy wyszło pięć kojotów. Nogi wrosyły mi w ziemie. Przed oczami pojawił si obraz z dzieciństwa.
''Bigałam po polanie. Na środku leżał tata i drzemał. Zerwałam kwiaty i pokazałam je tacie. Złapał mnie i zaczął łaskotać. Nagle pociągnął nosem i zerwał sie.
- Rin schowaj sie!- krzyczy. Posłusznie kryje si w krzakach. Z lasu wybiega największe stado kojotów jakie widziałam. Tata dzielnie walczy, ale przegrywa. Jest ich za dużo. W końcu pada bez sił. Kojoty dobijają go i odbiegają. Podchodzę do taty i płacze. ''
- Rin! Rin! - dobiega mnie głos Jamesa. Spojrzałam na niego pustym wzrokiem.
James, dokończ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz