- Po prostu przyzwyczaiłam się do twojej obecności.- Powiedziała bardzo cicho.
- Przez te dwa dni?
- No ... - Zerknęła na mnie.
- Przyznam że też lubię twoje towarzystwo. - Usiadłem. - Przynajmniej się nie nudzę. - Zaśmiałem się.
Po chwili przeszyło mnie dziwne uczucie. Jakby prąd przechodził przeze mnie.
"Chole*a... Co jest.."
Ale nagle ustąpił.
"Hmm.. Fałszywy alarm."
Wstałem i zacząłem iść.
- Chyba nie chcesz znów iść spać? - Spytała.
- Jeżeli ty idziesz ze mną to tak. - Uśmiechnąłem się łobuzersko.
<Rin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz