- Ostatnio mamy przez ciebie same problemy! Już nie wiem - chcesz coś przez to osiągnąć, czy co?
- Proszę cię przestań tak mówić, przecież nie robię tego specjalnie. Jaki niby miałabym mieć w tym interes? - zapytałam broniąc się przed oskarżeniami.
- Tego już nie wiem, ale coraz mniej wierzę w twoje dobre intencje. Byłaś dawniej najlepszą przywódczynią łowców, a teraz co? Od dawna nie zorganizowałaś żadnej udanej akcji, a wręcz przeciwnie - to ty często je udaremniasz! Cała wataha na tym cierpi!
- Staram się jak mogę, ale pomyślność polowań nie zależy tylko ode mnie. To sprawa całej drużyny. Proszę cię, chociaż ty mnie zrozum. - powiedziałam do niego błagalnym głosem, jednak on jak gdyby nigdy nic odwrócił się i poszedł. Zanim się oddalił, odwrócił się jeszcze, rzucił mi rozczarowane spotkanie i dodał:
- Nie spodziewałem się tego po tobie.
Chciałam odpowiedzieć, jednak on zniknął w mroku. W moim sercu zagościła rozpacz i gniew jednocześnie. Pod wpływem emocji pobiegłam jak najdalej od watahy. Nie wiedziałam do końca, co robię, jednak moje serce podpowiadało mi, że powinnam znaleźć się jak najdalej od reszty wilków. Kiedy minęło sporo czasu, a mnie od watahy dzielił już kawał drogi poczułam ból w mięśniach, który zmusił mnie do odpoczynku. Przysiadłam nad brzegiem jeziora, które znajdowało się nieopodal, jednak teraz było zamarznięte. Chwilę przyglądałam się skrzącemu się w świetle księżyca lodowi, kiedy nagle zrozumiałam co zrobiłam. Najwidoczniej podświadomie postanowiłam opuścić watahę i rozpocząć poszukiwanie nowej. Nie wiedziałam, czy podjęta pod wpływem emocji decyzja była słuszna. Chwilę wahałam się, jednak potem pomyślałam, że tak na prawdę nie mogłam zostać. Musiałam opuścić dotychczasową ''rodzinę'', gdyż tak było i dla nich i dla mnie lepiej. Najbardziej nie bolało mnie to, że nie zobaczę już wszystkich tych wilków, lecz tego jednego, na którym tak mi zależało. Wiedziałam, że opuszczenie watahy jest jednoznaczne z rozstaniem z moim partnerem. Na dodatek rozstanie to przebiegło w tak nieprzyjemnych okolicznościach, a ja najwidoczniej zepsułam to, co między nami było, choć wcale nic złego nie zrobiłam specjalnie. Poczułam zmęczenie oraz bezsilność wobec zaistniałej sytuacji. Postanowiłam poszukać jakiegoś schronienia na tę noc i dopiero rano przemyśleć jeszcze raz na spokojnie to wszystko. Długo rozglądałam się po okolicy, aż w końcu zauważyłam niewielką jaskinię. Weszłam do środka, ułożyłam w dogodnym miejscu, a po chwili przyglądania się soplom zwisającym ze stropu jaskini zasnęłam. Kiedy się obudziłam było dość późno. Wyszłam na zewnątrz i wciągnęłam w płuca chłodne, orzeźwiające powietrze. Spojrzałam na otaczający mnie krajobraz i dostrzegłam niezwykłą roślinność, a także zwierzęta, których wcześniej nie widziałam. Poczułam, że robię się głodna, więc postanowiłam zapolować. Podeszłam cicho w odpowiednie miejsce i zaczaiłam się na zwierzynę. Jeszcze chwila i... skoczyłam. Wszystko byłoby dobrze, gdybym znowu nie chybiła. Zwierzyna uciekła, a ja podniosłam się i próbowałam ją dogonić, jednak potencjalna ofiara była szybsza. Zrezygnowana przysiadłam gdzieś pod drzewem i zastanawiałam się, co robię źle. Chciałam podejść nad jezioro i rozbić lód, aby się napić, jednak zatrzymał mnie ból w łapie. Przypomniało mi się, że podobny towarzyszył mi ostatnio cały czas kiedy polowałam, jednak do teraz nie zwracałam na niego uwagi. Pomyślałam, że to może być przyczyna, tego, że nie mogę nic upolować. Pomimo jednak, iż przyczyna była tak błaha nie chciałam wracać do mojej watahy - przynajmniej na razie. Wiedziałam, że pewnie nie odzyskałabym już zaufania reszty, gdyż oni są bardzo nieufni. Jedyne, co mogłam teraz robić, to czekać, aż ból minie. Nagle jednak zauważyłam w oddali jakiegoś wilka. Postanowiłam pomimo bólu podejść do niego, gdyż była to dla mnie szansa na znalezienie nowej watahy.
<ktoś dokończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz