Podbiegłam za nim.
- Uważaj bo się zmęczysz - powiedziałam złośliwie.
- Ha ha ha! Tak się składa że potrafię szybko biegać - odpowiedział ironicznie.
- No to pokaż! Ścigamy się do ... tamtej skały - wskazałam skałę, które z tej odległosci wyglądała jak maly kamyk.
- Start! - krzyknął. Puściłam się biegiem. " Ha... Nigdy ze mna nie wygra!". Szliśmy łeb w łeb. Ciężko powiedzieć kto wygrał, bo do mety przybiegliśmy prawie w tym samym czasie.
- Gdyby nie to że wcześniej biegałam to bym wygrała - wydyszałam.
- Jasne, jasne. Mów co chcesz. I tak wiem swoje - uśmiechnął się zdyszany. Odwzajemniłam uśmiech. "Ekhem !".
- Jeszcze jeden wyścig czy się zmęczyłeś? - zapytałam.
- A tak bardzo chcesz przegrać?
- Chyba śnisz!
James?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz