- Ja trochę też.
- Chodźmy coś zjeść - zaczęła powoli wstawać, ale przytrzymałem ją łapą. - Chce wstać.
- Cicho. - Szepnąłem.
- James!
- Ciii... - Położyłem łapę na jej pysku.
Rin lekko drgnęła.
Otworzyłem oczy uśmiechając się.
- To nazywa się talent. - Szepnąłem.
Niedaleko szły sarny.
Powolutku zdjąłem pysk z wadery i zacząłem się skradać.
Cieszyłem się że Rin zostawiła tą robotę dla mnie i nie plącze się pod łapami.
Zaszedłem sarnę, która odłączyła się na chwilę od przodu i złapałem za krtań przewalając ją. Jak na wilka byłem dużej budowy więc ta sarenka nie była dla mnie trudnością.
Przywlokłem ją do drzewa gdzie leżała Rin.
Położyłem się tam gdzie przedtem ale tak żeby nie przeszkadzać Rin. Zamknąłem oczy.
- Nie jesz? - Spytała.
- Najedź się. Nie jestem aż tak głody. - Po tych słowach otworzyłem jedno oko. Uśmiechnąłem się. I zamknąłem oko.
<dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz