- Nuda! Weź sie ogarnij! Wstawaj! Poróbmy coś! - zawołała.
- Ależ ty narwana.
Szturchnęła mnie lekko.
- Trudno. Chodź.
- Jak chcesz to idź sama. - mruknąłem.
- Nie chce iść sama. - burknęła.
Przeciągnąłem się i otrzepałem.
- Wracamy. - Westchnąłem.
- Gdzie?
- Do centrum watahy. - Spojrzałem na nią. - Jesteśmy spory kawał od jaskiń i nor. Prawie na granicy. - Rozejrzałem się. - To trochę niebezpieczne tak się oddalać ale cóż.
- Po co zaciągnąłeś mnie tak daleko? - Spytała wstając.
- A chciałem Cię zgwałcić i porzucić. - Zaśmiałem się nie patrząc na nią.
- Bardzo śmieszne. - Rzuciła oschle.
- No na prawdę! Nie słyszałaś o mnie? James gwałciciel? Seryjny zabójca wader. Zaciąga swoje ofiary na granice watahy, gwałci i zabija. Nie słyszałaś? - Zaśmiałem się.
- Idiota. - Mruknęła ale się uśmiechnęła.
- Dobra, chodź. - Uśmiechnąłem się i ruszyłem z powrotem.
"Mam nadzieję że nikogo nie spotkamy po drodze.. Kończy mi sie energia..."
<Rin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz