- To czemu nie jesteś?
- Szczerze, to chyba bym nie potrafiła kogoś zabić. Co innego pobić.
- Ale masz problemy - Prychnąłem
- Ale jesteś. Ja ci sie tu zwierzamy, a ty tak. - Znów sie odwróciła obrażona
- Przykro mi ale jestem taki. - Zaśmiałem się i odwróciłem od niej łeb.
Wadera zaśmiała się papugując za mną. Trochę dziwny był to śmiech.
- Dobra przestań. - Rzuciłem nie patrząc wciąż na nią.
- Ale co? To ty przestań się tak śmiać. - Spojrzałem na nią.
- Ale to nie ja. - Zaprzeczyłem.
- Jasne.. - Rzuciła oschle i znów się położyła. Zrobiłem to samo.
*Śmiech*
- Rin, przestań! To robi się irytujące! - Warknąłem leżąc.
- To nie ja idioto! - Warknęła wstając.
- To niby kto?! - Spojrzałem na nią gwałtownie.
*Śmiech*
- Widzisz? To nie ja!
- Ani ja. - Rozejrzałem się. Zawarczałem. - Daj mi trzy minuty. - Warknąłem i poderwałem się z ziemi.
Kojotów było chyba z sześć. Rozszarpałem pięciu. Był ostatni. Miałem go już zabić ale okazało się że to jeszcze dzieciak.
- Na ciebie przyjdzie pora. - Rzuciłem i dałem mu uciec.
Podszedłem do wadery.
- No, no. - Odezwała się. - Trzy minuty i pięć sekund. Wliczamy w to że jeden uciekł. - Zaśmiała się.
- A weź się przymknij. Na niego przyjdzie pora. - Westchnąłem kładąc się.
- Co?
- To było jeszcze dziecko. - Rzuciłem obojętnie kładąc pysk na łapach.
<Rin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz