Poczułam czyjś dotyk, a później poczułam że ktoś mnie niesie. Nie byłam wstanie się sprzeciwić. Zanim się obudziłam minęło trochę czasu. Gdy tylko poczułam, że jestem w stanie dojść do siebie powoli i nieśmiało podniosłam powieki. Moim oczom ukazały się2 wilki, po wzroście i budowie ciała można było wywnioskować iż są to basiory. Bałam się. Nie byłam pewna czy są to przyjaciele czy jednak wrogowie.
-Nie bój się -odezwał się biały samiec.- Nic ci tu nie grozi -jego słowa sprawiły, że trochę się rozluźniłam.
-Powinnaś mu podziękować -wskazał na drugiego, ciemnego basiora.- Możliwe, że dzięki niemu przeżyłaś.
Skierowałam wzrok na wskazanego samca.
-Dziękuję, niech boska moc cię błogosławi -powtórzyłam tekst tradycyjnego podziękowania mojej rasy.
-Nie ma za co -odpowiedział bez zbędnych ceregieli.
-Kim jesteście? A co ważniejsze gdzie się znajdujemy?
-Jestem Hagh, główny szaman. A znajdujesz się na terenie watahy do której obaj należymy.
-Miło mi, jestem Maya, boska wysłanniczka, inaczej mówiąc wyrocznia. Na terenie watahy powiadasz.... A gdzie znajdę alfę?
-Pewnie jest u siebie, James zaprowadzisz ją, ja mam jeszcze sporo rzeczy na głowie.
-A więc masz na imię James. Tak więc jakbyś mógł mnie zaprowadzić do alfy.. będę ci bardzo wdzięczna -uśmiechnęła się do niego.
<James?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz